poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Szkoda, że doba ma tylko 24h :(

Kiedy nie można robić tego co się lubi, to jest smutno. A przynajmniej chwilowo tak jest.
Robię coś co jest dla mnie bardzo ważne - hummingbird kingdom jest tym co sprawia, że się spełniam. Przychodzi Pan Rzeczywistość i nie pozwala działać, bo Pani Dorosłe Życie narzuca inne priorytety... ok, póki co, nie mam za dużego wyboru i muszę się tym dwojgu poddać co sprawia, że muszę swoje plany poprzesuwać, ale nikt mnie nie zmusi do rezygnacji z tego co uwielbiam ;)

W skrócie ujmując - miałam wam lada chwila pokazać coś nad czym pracuje, co napawa mnie niesamowitą dumą, ale z ciężkim sercem muszę termin pokazu przesunąć przez sytuacje życiowe.

Zapowiedzią tego co pokażę niech będzie gość w moim domu, czyli Smok Wawelski ;) Chociaż przyznaję, że to może wam naprawdę niewiele mówić.


Ale to nie wszystko, szykuję się też do konkursu z prostą animacją 2D. Gdy tylko film będzie skończony, a muszę się śpieszyć bo czas mnie goni, to z miłą chęcią go pokaże.

We wrześniu gdy tylko wszystko się uspokoi, wrócę do ciekawostek z książek o animacji :)

Przepraszam za brak życia na blogu, ale sama muszę się doszukać swojego pulsu aby i blog odżył.
Trzymajcie za mnie kciuki :)

środa, 19 czerwca 2013

Wzruszenie

Miałam zamiar napisać o kolejnej książce na temat animacji, ale po tym jak zaczęłam ją na nowo przeglądać, nie jestem w stanie. W oczy rzuciło mi się zdjęcie które wywołało we mnie niesamowite wspomnienia!


Gdy byłam malutka, nie jestem w stanie stwierdzić ile lat miałam, zobaczyłam ten film na kasecie video, pewnie moja mama kiedyś go nagrała gdy leciał w telewizji. Widziałam go mase razy, uwielbiałam, nigdy nawet nie wiedziałam jak się nazywał. Po latach zupełnie o nim zapomniałam.

Film z 1962 roku The Wonderful World of Brothers Grimm, aż mi się łezka w oku zakręciła na samo wspomnienie. Była w nim masa pięknych efektów i animacji poklatkowych.

Fragment animacji w filmie.

Niestety filmu już nie mam, przez przypadek zostało na niego nagrane coś innego, ale teraz gdy go znalazłam, czuję się jak gdyby jakaś luka została zapełniona.

Każdy z nas ma gdzieś głęboko w głowie wspomnienie z dzieciństwa, obraz, piosenka o którym bardzo możliwe, że nie pamięta, ale gdy dany obraz, utwór po wielu latach rozłąki znów stają na naszej drodze... jest to uczucie którego nie da się opowiedzieć...

Nie powiem wam nic więcej, jeżeli kiedyś gdzieś natraficie na ten film to zobaczcie go, warto. 

Jeżeli tak jak ja kochacie animacje poklatkową, to jest to pozycja obowiązkowa. 62-63 rok, a płynność poruszania się lalek jest niesamowita, co widać na fragmencie załączonego filmu. 

Kocham go po stokroć! :D  Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, ale emocje jeszcze mocno mną miotają ;) pojęłam prawdziwe korzenie mojej pasji.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Coś z niczego

Właściwie to coś ze wszystkiego. Wymyśliłam sobie projekt który miał nie pochłonąć nawet złotówki - chciałam zrobić jakiś fragment dekoracji jedynie z rzeczy które znajdę w domu. Chcę udowodnić sobie i innym, że nie potrzeba dużych funduszy na to, aby powstało coś fajnego.

Czy mi wyszło? Nie wiem, ale na pewno "coś" powstało.

Nie starałam się aby było równo, niczego nie mierzyłam, wszystko powstało na oko jeżeli chodzi
o wymiary. Linijka służyła mi jedynie do narysowania prostych linii :)

Projekt "kamienica"





Polecam takie projekty, po części sprawdzanie siebie, swoich możliwości. Po tej ścianie, wiem, że naprawdę mogę stworzyć coś fajnego, mimo, że nie jest idealna i mogła bym wprowadzić poprawki :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Timothy William Burton

Urodzony 25 sierpnia 1958 roku na przedmieściach Los Angeles. Burton sam o sobie mówi, że robił to co każdy dzieciak lubił robić - chodził do kina, grał, rysował. Tim twierdził, że nie miał przyjaciół, ale dzięki temu, że była masa dziwnych filmów które mógł zobaczyć, przez większość czasu przyjaciół nie potrzebował.
Na chwilę obecną nie ma dobrego kontaktu ze swoimi rodzicami i bratem Danielem, wcześnie wyprowadził się z domu i zamieszkał u babci.
Za wiele o swojej rodzinie mówić nie chce, więc zostawię ten temat w spokoju.

Jeden z pierwszych filmów jakie widział to Jazon i Argonauci z 1963 roku. Pamięta wrażenie jakie zrobiły na nim efekty Raya Harryhausena (który niestety jakiś czas temu zmarł).


Młody Burton miał słabość do potworów, uwielbiał je, czuł z nimi większą więź niż z ludźmi którzy go otaczali. Wyobraźnia pozwalała mu zamienić nudne amerykańskie przedmieścia w miejsce pełne horroru i tajemnic - świat fantazji pochłaniał go całkowicie. Możemy to zobaczyć w jego filmie Vincent z 82 roku, którego lektorem był sam Vincent Price. Burton był wielkim fanem Price'a.


  Niesamowita wyobraźnia i talent rysunkowy sprawiły, że wygrał stypendium w Kalifornijskim instytucie sztuki (CalArts). Szkoła w której fundatorem jest Walt Disney. Wytwórnia szkoli tam rysowników i przyszłe talenty animacji które mogą potem dla Disneya pracować.


Po trzech latach, gdy stypendium Burtona się skończyło, a on sam nie miał pieniędzy aby kontynuować naukę, szczęście się do niego uśmiechnęło - dzięki krótkiemu filmowi który zrobił Stalk of the celery monster zauważyli go łowcy głów Disneya.

Tim przez cztery lata pracował w wytwórni Disneya, nie wspomina tego ze zbyt dużym entuzjazmem, jego wizja świata i miłość do potworów, szkieletów, duchów zupełnie nie pasowały do tego czym były filmy Disneya. Burton mówił, że - w studiu chcą abyś był artystą i jednocześnie chcą abyś był jak zombie, bez osobowości.
Tim był nieszczęśliwy i miał wiele sposobów na radzenie sobie z nimi, np. usypiał na stole do rysowania. Zastanawiał się czemu go nie wywalili, zamiast tego dostał awans na rysownika konceptualnego.
Na szczęście jego talent został dostrzeżony przez Julie Hickson i Toma Wilhitea.
Dostał budżet 60 000 $ na zrobienie filmu Vincent (link do filmu podałam wcześniej) film wygrywał nagrody na festiwalach, przez kilka tygodni gościł w kinach przed filmami dla nastolatków Disneya.

Reżyser, producent, animator, scenograf... stworzył, lub pomagał przy tworzeniu wielu filmów.

Warto wspomnieć o filmie Frankenweenie z 1984. Film fabularny który dla wytwórni Disneya był zbyt mroczny, ale bardzo spodobał się pisarzowi Stephenowi Kingowi który z kolei dał kasete Burtona wytwórni Warner Bros. Studio szukało wtedy reżysera do swojego projektu Pee wee Herman. Kariera Burtona nabrała tempa.

Póki co to tyle dla was, polecam poznać wszystkie jego filmy, nie tylko animacje :)





wtorek, 4 czerwca 2013

i co dalej

Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu, wiem i przepraszam.
Usiłujemy ruszyć do przodu mimo, że bywa ciężko.

Post z racji, że ruszył niezwykły kurs w Łódzkim se-ma-forze, gdzie przez pół roku kursanci będą uczyć się sztuki stop motion. Prowadzony przez między innymi, ludzi którzy pracowali przy filmach Burtona. Zazdrościmy i gratulujemy tym szczęściarzom ;) W Polsce niestety nie ma dużo takich możliwości.

Postanowiłam, że skoro mam tyle mądrych i zagranicznych książek, to sama coś wam ciekawego powrzucam do poczytania, może nauczycie się czegoś nowego? ;)

Myślę, że zaczniemy od samej sylwetki Tima Burtona.



Źródło z którego dostaniecie garstkę wiedzy o tej postaci to - książka z francuskiej serii "Cahiers du cinema" ja mam wersje angielską :) "Masters of cinema" Tim Burton. Autor - Aurelien Ferenczi.


                                  

Dajcie mi chwile na ponowne przestudiowanie tej książki i czekajcie na następny wpis :)

sobota, 15 grudnia 2012

Miasteczko Halloween



 Tim Burton czy jest producentem, reżyserem, czy animatorem, potrafi zrobić film animowany, lalkowy ;) Frankenweenie jest kolejnym na to dowodem! Ale zanim napisze o tym filmie, wrócę do animacji którą zna i lubi wiele osób – The Nightmare Before Christmas. Zbliżają się święta, a to idealna pora na ten film. Kiedyś już o nim napisałam kilka zdań, ale poproszona mnie o napisanie więcej na temat :)


Tak naprawde będę się teraz często powtarzała, bo o kilku rzeczach już pisałam, no ale o animacji poklatkowej nigdy dość ;)


Technika stop motion jest bardzo pracochłonna, wymaga też dużo cierpliwości i czasu.
Jedna sekunda animacji to 24 klatki (tu 24 zdjęcia) aby uzyskać płynny ruch. Często w animacji stop motion używa się 12 różnych klatek – co oznacza, że każde zdjęcie występuje w jednej sekundzie dwa razy, aby uzyskać liczbe 24.

Miasteczko Halloween to film który Burton chciał zrobić pracując jeszcze w Studiu Walta Disneya we wczesnych latach osiemdziesiątych. Jednak ta historia dla studia Disneya była zbyt „dziwna”

i Burton nie mógł jej zrealizować. Po kilku latach podzielił się nią ze świetnym reżyserem filmów stop motion i dobrym kolegą Burtona – Henry Selick'iem. Mając podobną wrażliwość, świetnie się dogadali.

Storyboard


Szkice do filmu powstały jeszcze za czasów gdy Burton pracował u Disneya, a szkice, scenariusz 
i następnie storyboard to solidna podstawa do stworzenia filmu animowanego.
Powstało dużo szkiców, postaci i scen. Na ich bazie w późniejszej fazie, można było stworzyć całą dekoracje, scenografie do filmu, oraz lalki do animacji.

Każda postać stworzona w filmie, miała rozpisany swój charakter, sposób bycia.

powieki postaci Sally

szkielet przegubowy


Lalki były najpierw „rzeźbione” w różnych masach plastycznych, a następnie sztab ludzi pracuje nad ostateczną formą – ruchomy szkielet, sylikonowa skóra, oczy, wymienne twarze, włosy, ubranie. Lalek przeważnie robi się więcej, dzięki temu można zrobić więcej scen na raz, a w razie uszkodzenia, zawsze można lalke wymienić.




Dekoracje do filmu to małe dzieła sztuki, makiety miast które są niesamowicie precyzyjne, przy zbliżeniach nie może być widać żadnych niedoskonałości. Dekoracje do Nightmare Before Christmas, były duże i podzielone na kilka części, aby animatorzy mogli dostać się do postaci.




Animacje tworzone w technice stop motion są to małe arcydzieła przy których pracuje długo cały sztab ludzi, dlatego warto je oglądać, dają natchnienie i poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych. 

Główne wątki poruszyłam, troche wiedzy o tym filmie w pigułce, po więcej zapraszam na youtube na różne making offy :) lub można mi zadać pytania, jeżeli nie będę wiedziała, to na pewno się do tej wiedzy dokopie.

Pozdrawiam



niedziela, 2 grudnia 2012

Zmęczenie materiału


Dużo na głowie.. praca dyplomowa, teledysk, praca, zlecenia... Czasem gdy myśli się o wielu rzeczach naraz, to ma się wszystkiego dość i w rezultacie nie powstaje nic. Z takimi sytuacjami należy nauczyć się sobie radzić. Postanowiłam odłożyć na bok wszystko o czym wcześniej pisałam, całą tą faze przygotowawczą i zanimować coś od tak, bez większego pomysłu.

Zaczęłam od postaci – oczy, usta – coś w rodzaju maski. Wykonałam ją w illustratorze.



Potem wpadła mi w ucho melodia którą powiązałam z moją postacią, więc i pomysł na tło był.

Tło zrobiłam w photoshopie i hop – można animować. (Tło ciemne, więc pewnie trzeba powiększyć, aby je zobaczyć)


Nie wyszło z tego nic powalającego, ale nie o to w tym chodziło. Chodziło o to, bym mogła odpocząć od tego co musze zrobić, odpocząć tak bym mimo wszystko dalej animowała.  



Animacja jest nudna i można by ją zrobić sto razy lepiej, ale tak jak napisałam – nie o to chodziło.
Chodziło jedynie o zrobienie czegoś dla siebie co pewnie schowała bym do szuflady gdyby nie to, że chce pokazać, iż robienie czegoś dla siebie co nie jest perfekcyjne, co jest nawet dalekie od perfekcji – może być czymś potrzebnym.

Utwór - Sia - I'm in here